Blog > Komentarze do wpisu
Manuel Vázquez Montalbán - Morza Południowe

Kryminał Dla Opornych: intro jak Z Archiwum X, jakiś trup, jakiś komisarz, ewentualnie detektyw. Intryga i kobieta. Albo dwie. Oczywiście, wszystko w odpowiedniej scenerii, pełnej krętych ulic i zapomnianych zaułków. Oczywiście, bez wątpienia, w Barcelonie.

A Barcelona w powieści Montalbana, to nic innego, jak miasto przemilczanych reform, zaschniętej na chodnikach krwi reżimu i zmiecionych pospiesznie niedopałków. Niewyraźna, inna. To miasto nie jest takie jak dawniej. Kiedyś kurwa to była kurwa, a bandzior to był bandzior. Teraz kurwy łażą wszędzie, a bandziorem może być każdy. Właśnie tu u progu lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia dochodzi do zagadkowego zabójstwa. Niejaki Stuart Pedrell vel Antonio Porqueres zostaje zadźgany nożem, a jego zwłoki ktoś porzuca na drugim końcu miasta. Chwilę później pozostawiony na ulicy denat przypadkiem urywa zawieszenie pędzącego czarnego jaguara. Pełnego „lokalnych” cyganów. A to dopiero początek historii.

Historii, o której nic więcej nie napiszę, bo byłoby to głęboko sprzeczne z recenzowaniem kryminału – o treści zatem jak najmniej, niech czytelnik suspensu nie traci. Nie da się jednak nie wspomnieć o tym, jak przewlekle dokładny i przekonujący jest sposób, w jaki Montalbán buduje i przedstawia rzeczywistość. Galeria postaci, którymi nas nieraz zaskoczy, jest tyle nietuzinkowa, co nadzwyczaj ludzka. Każdy bohater ma tu swoje pięć minut, motyw przewodni, który towarzyszy mu za każdym razem, gdy spotykamy go na kartach powieści. Co ważne, nie ma tu postaci nieciekawych lub zbędnych aktorów z eks-planu: każdy uczestnik Montalbanowskiej intrygi jest wpisany na stałe do kartoteki świata przedstawionego, każdy ma coś do powiedzenia, każdy chce – choć na chwilę – zatrzymać przy sobie głodnego sensacji czytelnika. I, trzeba przyznać, wychodzi im to bardzo dobrze. Nierzadko przyjdzie nam szybciej skojarzyć danego bohatera z pewną sytuacją, z tym, co powiedział lub z jego poglądami, aniżeli z mocno katalońsko-brzmiącym nazwiskiem, którym obdarzył go pisarz.

Tak, tak - właśnie katalońskim, bo Los mares del sur, to nic innego jak literacki pretekst do mówienia o Hiszpanii, jej społeczeństwie polityce i echach frankizmu w takt Els Segadors, Pieśni Żeńców, czyli hymnu Katalonii o raczej mało subtelnym refrenie Kosy na sztorc, kosy na sztorc. Nie brak tu odważnych sądów, celnych uwag i aluzji – także kulturalno-oświatowych – do tego, jak się w Hiszpanii żyje i jak się żyć powinno. Pisarz kąsa na tyle sprytnie, by poruszyć jak najwięcej niewygodnych tematów i by, ostatecznie, nikt nie czuł się tą kąśliwością nadto urażony. Nawet Cyd i Jimena.

Manuel Vázquez Montalbán: Morza Południowe

tłum. Maria Raczkiewicz-Śledziewska, wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2004. ISBN: 83-7392-060-9

niedziela, 27 sierpnia 2006, magdalenawrzodak
Magdalena Wrzodak

Utwórz swoją wizytówkę