Blog > Komentarze do wpisu
Marina Mayoral - Życie oddać i duszę

Historie miłosne zwykło się dzielić na nam obojętne oraz te, które – chcąc nie chcąc – pozostałyby źródłem dalszych inspiracji. W życiu, w sztuce. Różnie. Merytorycznie niekonieczne, duchowo niezastąpione zwiastuny panaceum. Nawet jako esej.

Od razu zaznaczę, iż wielu miłośników prozy Mariny Mayoral bardzo się na tym tytule zawiedzie. Nie dlatego, że będzie nieciekawie, czy ciężko. Nie będzie tak, jak się wydawało, że będzie: zabraknie melancholii i ciepła pamiętanych z Utajonej harmonii, zniknie gdzieś kobieca solidarność, teoria zdroworozsądkowa, wspomnienia i drobne utarczki. Zniknie bajkowość, ktoś zgubi plasterki na smutki. Co pozostanie?

Właśnie – esej. Obszerny, na 162 strony, a przecież nie naukowy, gdyż oś stanowi tu związek, uczucie. Zacznie się jak powieść, tak jak chciał wydawca: świeżo upieczona żona, dwudziestoletnia Amelia, obudzi się w hotelowym łożu, w południe, wszak noc upojną była. Obudzi się, bo zachce jej się siku, zacznie szukać czegoś do ubrania, może futro z norek? Na gołą skórę? Byłoby jak na filmach, na pewno powie o tym później koleżankom. One, rzecz jasna, zazdroszczą, bo Carlos, señor Carlos, mąż Amelii, ma tytuł szlachecki, to nic, że jest bez grosza. Grosze – i to całkiem do rzeczy – posiada jej rodzina. Przystojny, nadzwyczaj męski... Czegóż chcieć więcej? Pytanie tylko, gdzie to futro, gdzie biżuteria i szczoteczka do zębów. Gdzie walizki, no i gdzie Carlos.

Zatem, nasza Amelié zostanie porzucona przez Carleta w noc poślubną, Carlos ograbi ją ze wszystkich kosztowności, a wydarzenie to posłuży pisarce za punkt wyjścia w rozważaniach natury sercowej, rozważaniach wyważonych, choć o szaleńczym podtekście. Będzie o miłości oddanej i bezinteresownej, będzie też nieco o wyrachowaniu, acz kulturalnie i ze smakiem. Rzeczowo, bez feminizmów i prania starych brudów. Ładnie, zgrabnie, choć zawsze przyziemnie, daleko od zbędnych wzlatywań, czasem wręcz prostacko, by być bliżej ludzi. Każdy sra, król też sra, papież sra, raz, dwa, trzy, srasz i ty. Wyliczanki i piedestał, ciotka Mercedes i ciotka Malen, miłość i zakochanie, szaleństwo. Savoir-vivre. Opozycje.

Choć nie tylko one. Mayoral dokonuje wnikliwej analizy ludzkich zachowań. O swojej bohaterce pisze przede wszystkim jako o kobiecie, która postawiona w kłopotliwej sytuacji - Hiszpania, małe miasteczko, wieści krążą w tempie szalonym, a i rodzina Amelii jest z tych liczniejszych – decyduje się na rodzaj społecznego celibatu: trwa w miłości mitycznej, wiecznej i nieskończonej, codziennie myśli o mężu, wychowuje syna i czeka. Penelopa. A gdy ten wreszcie pojawia się na horyzoncie, traktuje go dosłownie jak człowieka-własność, coś, co się należy, coś, co się kocha, pożąda. Bezpretensjonalnie i – mimo wszystko – odważnie. Odważnie, bo przecież każde uczucie, które da się odczuć dłużej niż pięć minut stanowi zalążek determinacji. Amelia swą miłość do Carlosa czuje całe życie. Co ciekawe, autorka ani przez chwilę nie dystansuje się, nie patrzy z góry, ani nie ocenia swojej bohaterki. Zręcznie manewruje między dygresją, własnym życiem i ową historią sprzed lat. Historią cioci/babci/pracioci. Bo Amelia istniała naprawdę – zupełnie jak pisarka. I kochała jak ona. Może nawet mężczyzn miały analogicznych: a-logicznych i całkowicie różnych, nigdy do siebie-kobiet niedopasowanych.

Dziwny esej. A w nim Don Juan Tenorio, Pardo Bazán, Móntez... Hiszpańskie konteksty, mnóstwo odniesień. Mnóstwo sprzeczności. Czy można pisać namiętnie? Czy można namiętnie esej napisać? Jak widać można, ale forma ta nie będzie odpowiadać wszystkim. Namiętność wiąże się z chwilą, esej wymaga czasu i skupienia. Z definicji nie jest spontaniczny, potrzebuje porządku.

Jak często bywamy dziś nieuporządkowani.

Marina Mayoral: Życie oddać i duszę

tłum. Marta Szafrańska-Brandt, wydawnictwo MUZA, Warszawa 2005. ISBN: 83-7079-703-2

czwartek, 21 września 2006, magdalenawrzodak
Magdalena Wrzodak

Utwórz swoją wizytówkę